poniedziałek, 16 września 2013

Wrześniowe słońce nad Bałtykiem



Kolejny warsztatowy rejs z Eurolotem nad Bałtyk za nami. Połowa września okazała się pogodowo bardzo przyjazna uczestnikom warsztatów, którzy zdecydowali się sprawdzić w warunkach prawdziwego lotu Znowu czekała nas pobudka bardzo wczesnym rankiem i spotkanie na lotnisku w Warszawie. Mglisty ranek nie obiecywał ładnego dnia. A jaki dzień nas czeka w Świnoujściu ? Krótkie spotkanie w pokoju odpraw linii Eurolot i specjalna wycieczka dookoła samolotu stojącego na płycie. 


Zobaczyliśmy po raz kolejny, że ostatni przegląd każdego samolotu na chwilę przed startem to nie opowiadana nam bajka na potrzeby zajęć. Kapitan samolotu obszedł razem z nami cały samolot, zajrzał do podwozia, sprawdził coś przy hamulcach, dokładnie patrzył na płaty śmigieł obracając powoli każde z nich osobno. Potem jeszcze krótka rozmowa z mechanikiem odnośnie ilości pobranego paliwa. Spokojny uśmiech profesjonalisty, oraz informacja dla nas, że pogoda na lotnisku  w Heringsdorfie jest dobra do lądowania. Wsiadamy.

Nowy Bombardier Q400 Eurolotu wciąć pachnie świeżością. Na twarzach uczestników lotu spokój. Jeszcze nie rozmawiamy, każdy indywidualnie przeżywa moment startu. W użyciu są też słuchawki z nagraniami z warsztatów. Techniki, ćwiczenia, muzyka – co może pomóc w poprawieniu komfortu lotu jest w użyciu.


Szybkie przebicie przez chmury i kabinę zalewa poranne słońce. Po raz kolejny patrzę z podziwem i niedowierzaniem jak szybko można zmienić samopoczucie gasząc obraz wilgotnej i otaczającej mgły na promienie „greckiego” słońca.  Uśmiech na twarzach, i oczy wypatrujące białe dywany chmur pod naszymi nogami.


Świnoujście wita nas słońcem i coraz piękniejszym dniem. Czyżby znowu pogoda nam sprawiła miłego figla ? Obfite śniadanie przeradza się w długą rozmowę o emocjach, przeżyciach, wrażeniach. W opowieści o tym co się działo podczas lotu, jak i w ogóle, w życiu. Poznajemy się, rozmawiamy coraz otwarciej. Psychoterapeutka Agnieszka Markiewicz podtrzymuje rozmowy, analizuje, radzi, podpowiada.

Dni Twierdzy Świnoujście jakie właśnie odbywają się w tych dniach pozwalają nam zetknąć się na żywo z historią II wojny światowej. Grupa rekonstrukcyjna to niemiecki czołg robiący  mnóstwo huku w centrum miasta, samochody bojowe, grupy szturmowe piechoty z karabinami i w mundurach „ z epoki” .  Mamy wrażenie że żołnierzy niemieckich jest więcej niż „naszych”. Idziemy z tą całą paradą przez miasto, komentując, kto dziś wygra i komu będzie kibicować publiczność, bo wśród oglądających to całe widowisko jest bardzo, bardzo dużo niemieckich emerytów.

Zostawiamy jednak huk czołgów i cały ten harmider. Nie po to przylecieliśmy, nie to jest naszym celem.  Słynny wiatrak na główkach wejścia do portu i początek szerokiej, bardzo długiej plaży zachęca do popołudniowego lenistwa. Wyciszamy się. Siedząc nad samym morzem w promieniach jakby lipcowego słońca rozmawiamy, budujemy samoloty z piasku, zamykamy oczy.

Spokojni, nie myślimy o powrotnym locie, który czeka nas wieczorem . Łapiemy słońce, promyki lata dające ostatnie tegoroczne dawki najlepszej witaminy. Tłumy spacerowiczów na plaży przeżywają pewnie to samo.

Potem jeszcze tylko pożegnalna kawa na Placu Wolności i przekonanie, że to bardzo ładne miasto zauroczyło kolejną grupę uczestników warsztatów. Heringsdorf pożegnał nas zapadającym zmrokiem. No cóż, jednak to już wrzesień…

Powrotny lot, spokojny, z krótkimi rozmowami, z podziwianiem feerii świateł, gdy już nadlatywaliśmy nad Warszawę. Krótka rozmowa z panem pilotem na temat jego pracy i odbytych w tym dniu lotów, wzajemne słowa podziękowania za podróż i za wspólne chwile. Warto było. Takie słowa padają ze wszystkich ust.