wtorek, 9 lipca 2013

...i kolejna edycja za nami


Każde zajęcia, pomimo tego, że mamy podobny  harmonogram są bardzo inne. Chyba tak inne jak różne są nasze lęki  i ich siła.

Zastanawiam, się co na tych zajęciach nurtowało Was najbardziej i co było charakterystyczne. Przychodzą mi do głowy sprawy w zasadzie, żelazko i drzwi.
    

 



Na pozór kompletnie z lataniem nie związane, i z lękiem chyba też nie. Na pozór, bo….

Od drzwi zacznę. Kojarzą się z zamknięciem, dla klaustrofobików. Bardzo często opowiadając
na początku zajęć, przytaczacie, że tego w samolocie boicie się najbardziej. Zamknięcia, niemożliwości wyjścia w każdej chwili. Sam widok, jak stewardessa te drzwi zatrzaskuje przygotowując kabinę do startu powoduje, że lęk się pojawia a potem narasta.
Potem, w trakcie zajęć okazuje się, że te same drzwi, które na początku straszyły, bo się zamykają,
a niektóre zasysają, straszą już inaczej, bo może da się je otworzyć. I kolejny lęk, że ktoś wstanie, odkręci zamek , drzwi się otworzą, kabina się rozszczelni, tego kogoś wyssie, wypadną maski, zrobi się dziura, potem powyrywa fotele i nas….
Nic takiego się nie zdarzy, ale historyjka dość barwna. Drzwi się nie otworzą, bo przede wszystkim cśnienie w środku i na zewnątrz na to nie pozwoli. Jest zbyt duża różnica tych ciśnień. Poza tym dochodzi jeszcze prędkość samolotu. Dla porównania, spróbujmy otworzyć drzwi jadąc samochodem tak ok. 120km/h. Nie będzie łatwo. Jeszcze trudniej będzie w samolocie. Skąd pomysł, że się da??

Musiałby to zrobić osoba o niebywałej sile.
W trakcie zajęć okazuje się jednak, że drzwi raz są naszym strachem a raz naszym sprzymierzeńcem. Chronią nas. Tylko my sami musimy je ulokować właściwie w naszej głowie.

Żelazko. Historie o nim usłyszeliśmy zarówno od pilota jak i inżyniera mechanika. Panowie się nie znają, więc nie mogli się umówić, żeby nas przekonać, tylko tak faktycznie musi być.

Historia o żelazku dotyczyła jego doskonałości, której nie ma, a samolot ma. Dlatego lata. Silniki są potrzebne do przemieszczania się szybkiego, ciągną samolot do przodu, natomiast jego zdolność unoszenia się w powietrzu to co innego. Samolot pozbawiony ciągu silników nie spadnie, właśnie jak przytoczone żelazko, bo ma doskonałość. Będzie szybował.  Będzie oczywiście opadał w jakimś tam tempie, bo jest ciężki, natomiast skrzydła wytwarzają powierzchnię nośną na tyle, że można  będzie nim dolecieć – doszybować do najbliższego lotniska. Takich sytuacji nie ma dużo, bo po to są w samolocie 2 silniki, aby w przypadku awarii jednego, był drugi. Natomiast jeżeli zabraknie 2, nie jest to jednoznaczne ze spadaniem niekontrolowanym samolotu. Szybujemy, każdy km wysokości to 10 km odległości szybowania. I tu pojawia się kolejny nasz temat, im wyżej tym bezpieczniej. Pisałam już o tym, że najważniejsze po starcie to osiągnięcie bezpiecznej wysokości. Właśnie dlatego.